Jedna męczarnia
Zawsze
z pewnym zainteresowaniem śledzę wszystkie debiuty literackie i filmowe jakie
popełniają polscy twórcy. Robię to z dwóch powodów: po pierwsze zdaję sobie
świetnie sprawę, jak trudno jest debiutować w naszym pięknym kraju, po drugie:
chcę wiedzieć, czy przypadkiem nie pojawił się na rynku jakiś diament. Takie
mniej więcej intencje tchnęły mnie do przeczytania książki Joanny Skórki.
Objętościowo jest to lektura niezbyt długa, zaledwie 165 stron. Treściowo… to
żadna lektura.
Główna
fabuła oscyluje wokół historii miłości Wiktorii i półanioła Artura. Trochę mnie
poniosło, bo w tym nie ma rzeczywistej fabuły – jest jakaś urywana narracja,
chaotyczna, szarpana… Autorka za wszelką cenę próbowała sklecić z tego historię
miłosną, ale wyszła jej jakaś mało miłosna papka. Miejscami można odnieść
wrażenie, że niepotrzebnie tak gnała do przodu, sama spłycała historię. Artur
jest nudny i papierowy. Brakuje mu charyzmy, jego walki z demonami to właściwie
pół stronicowe opisy – dość banalne i niewiele wnoszące do jakiejkolwiek
akcji. Prawdę powiedziawszy, w połowie książki można odnieść wrażenie, że jego
anielskość została przez autorkę wprowadzona tylko po to, by w jakikolwiek
sposób załatać i tak nie klejące się opowiadanie. Bawią kompletnie oderwane od
rzeczywistości refleksje głównej bohaterki (pozwolę sobie przytoczyć jedną, ze
strony nr 13):
Ruszyłam w kierunku samochodu,
zastanawiając się, dlaczego w twarzach mijanych osób maluje się taki smutek i
przygnębienie. W sumie pora przywyknąć do naszej mentalności.
Skąd
się nagle bohaterce wzięło na takie wynurzenia? Co gorsza, kobieta po studiach okazuje się być mentalną (sama użyła tego słowa!) 13 latką.... Cytat pokazuje słabość
literackiego kunsztu autorki, która nie potrafi przedstawić w należyty sposób
tego, co kołacze się w jej głowie.
Baty
powinna otrzymać też osoba, która robiła korektę „Dwóch dusz”. Pomijając już
żenujące: „Podobno szkodliwy hałas i
śmierdzi folią” (o co w ogóle chodzi w tym zdaniu?!), albo równie przykre
anakoluty, pomylone zaimki, korekta jest zła. I o ile potrafię
jeszcze wybaczyć autorce niedociągnięcia i pewnie braki, o tyle osobie poprawiającej
tekst już nie.
Czy
polecam przeczytanie tej książki? Nie. Nie ma ona w sobie nic pasjonującego, co
mogłoby wciągnąć. Jest przewidywalna, nudna i pozbawiona dobrej historii. Dlaczego
napisałam recenzję „Dwóch dusz”? Przede wszystkim po to, by pokazać, jak wiele
złych lektur zostaje w Polsce wydanych. Poza tym „Dwie dusze” Joanny Skórki
udowadniają, że chociaż pisać może każdy, to nie każdy jest już w stanie czytać
takie historie. Zdecydowanie nie polecam.
[KS]

